Elektryczne Gitary - Pierwszy wywiad z Kubą Sienkiewiczem

Pierwszy wywiad z Kubą Sienkiewiczem


Czego słucha Pan podczas podróży samochodem? Ma Pan jakiś zestaw utworów przeznaczonych właśnie na taką okazję?
Podczas jazdy samochodem słucham tylko radia, wszystkich audycji, jakie są nadawane. Jazda samochodem to moje główne zajęcie z powodu dojazdów, domowych wizyt lekarskich, wożenia dzieci na różne zajęcia i tak dalej. Dla przyjemności słucham programu drugiego Polskiego Radia, a z obowiązku rozgłośni Radio Dla Ciebie. Jest to publiczna rozgłośnia regionalna dla Mazowsza, a ja od kilku miesięcy jestem wiceprezesem rady programowej tego radia i słucham go w ramach koniecznego monitorowania. Do tej pory nie zainstalowałem w samochodzie zmieniarki do płyt CD, ponieważ obawiam się zamknięcia w zestawie kilku ulubionych albumów. Dzięki takiemu rozwiązaniu jest taniej i pożyteczniej. Kiedy jadę na występy z całym zespołem i nie jestem kierowcą, zakładam słuchawki, żeby nie słuchać, co inni mówią i zagłuszam się czymkolwiek, najchętniej muzyką współczesną, czyli z okresu ostatnich stu lat.

 
Zaczynał Pan grę na gitarze w drugiej klasie liceum. Czy już wtedy odkrył Pan w sobie talent? Uczył się Pan grać sam czy uczęszczał na jakieś zajęcia, prywatne lekcje?

Wydaje mi się teraz, że miałem talent, ale wówczas go nie dostrzegałem. Sądziłem, że tak jak ja, potrafią wszyscy. Dlatego nie kształciłem się w szkole muzycznej ani na innych lekcjach. Obecnie tego żałuję, bo brakuje mi warsztatu teoretycznego i techniki. Myślę jednak, że nigdy nie jest za późno; mogę jeszcze zacząć. Nawet kupiłem sobie już podręczniki.

Czy, będąc jeszcze uczniem liceum, występował Pan przed publicznością, podczas uroczystości szkolnych czy akademii?

Tylko kiedy kazali. Nie lubiłem prezentować się publicznie. Zawsze odbierałem to jako dużą przykrość. Miałem tremę i złe zdanie o sobie.

 

Czego wymaga Pan od słuchacza Elektrycznych Gitar?

Niczego nie wymagam, bo w ten sposób sam bym siebie zarżnął. Liczę natomiast, że moi odbiorcy są wrażliwi, potrafią rozpoznać niektóre inspiracje, a najważniejsze, że się nie męczą i mają przyjemność ze słuchania.

Co jest przyczyną małej popularności Waszych ostatnich albumów, Słodkiej Maski i soundtracku Kariera Nikosia Dyzmy?

W przypadku 'Słodkiej maski' różne przyczyny złożyły się na jej małą popularność. Po pierwsze zabrakło w odpowiednim czasie teledysku w telewizji. Teledysk 'Nowa gwiazda' nie był emitowany z powodu nawiązań do kampanii prezydenckiej, co wzbudziło obawy redaktorów, że nadając go ściągną na siebie represje. Po drugie stopniowo zanika popyt na tego typu twórczość. Sprzedaż ostatnich albumów, takich jak 'Studio szum', 'Słodka maska' czy 'Kup pan cegłę' w naturalny sposób ląduje na poziomie odpowiadającym rynkowi piosenki autorskiej, bo też i tacy odbiorcy stanowią głównie naszą wierną publiczność. Ludzie ci coraz częściej korzystają też z Internetu, który jest znakomity dla hobbystów szukających nagrań. Natomiast film 'Kariera Nikosia Dyzmy' został przykryty kolejnymi super-produkcjami i zniknął, a podobny los spotkał płytę - soundtrack.

 

Nie jest frustrujący fakt, iż zespół prezentujący od 12 lat wyrównany poziom, zespół uznany, posiadający pewną renomę, przegrywa na rynku muzycznym z Arką Noego czy z grupą Ich Troje?

To nie są wyścigi. Podstawową sprawą jest własne zadowolenie z nagrań i występów. Mimo spadku sprzedaży płyt, nie słabnie zapotrzebowanie na występy, a wręcz przeciwnie. Lubimy estradę i umiemy odreagować na niej każdą frustrację. Mimo moich wcześniejszych obaw, czuję się na estradzie coraz lepiej. Mam wrażenie, że prawdziwa przyjemność zaczęła się dopiero w ostatnich latach, kiedy dysponuję dużym wyborem znanych piosenek, większą wprawą i mogę zwracać uwagę na różne aspekty występu, jak chociażby kontakt z widownią.

 

Dalej chciałby Pan pracować jako cenzor?

Żeby było jasne, muszę stwierdzić, że wszelką cenzurę uważam za zło, a szczególnie cenzurę informacji. Dlatego w latach 80. czynnie wspomagałem kolportaż niezależnych biuletynów informacyjnych, mając poczucie współtworzenia społeczeństwa obywatelskiego i własnej wolności. Kwestię cenzury w kulturze z perspektywy lat oceniam niejednoznacznie. Z jednej strony wyrządziła ona wiele zła literaturze, kabaretowi, teatrowi i filmowi. Z drugiej strony ludzie, którzy decydowali się na oficjalny obieg i nosili swoją twórczość do odpowiedniego urzędu musieli wykazywać się jakimkolwiek ilorazem inteligencji. W ten sposób istnienie cenzury chroniło media przed zalewem prymitywnego chamstwa zwanego obecnie popkulturą. Paradoksalnie, ten aspekt działania cenzury mogę próbować obecnie realizować, pełniąc funkcję bądź co bądź publiczną, w radzie programowej RDC, o czym wspominałem wcześniej.

 

Byliście związani z dwoma wytwórniami fonograficznymi, teraz opiekuje się Wami Universal. Czy przedstawiciele wytwórni ingerowali w Waszą twórczość - domagali się jakichś zmian czy wyrzucenia jakiegoś utworu z płyty?

Pamiętam, że wydawcy z Zic-Zac BMG byli zawiedzeni naszą kolejną płytą 'Huśtawki' i odpuścili sobie nasz zespół. Nie przyjęli naszej kolejnej oferty. Wtedy przenieśliśmy się do obecnego Universal Music Polska. Tu z kolei słyszymy nieustająco hasło: 'Brak przeboju!'. Mieliśmy ostatnio jeden problem z repertuarem, kiedy wydawca nie zgodził się na umieszczenie na płycie naszych wersji utworów z repertuaru The Beatles i AC/DC. Nie umieli załatwić formalności związanych z prawami autorskimi.

 

Czytając recenzje Słodkiej Maski, można było dowiedzieć się, że mieliście pewne wątpliwości co do pierwotnych wersji utworów, podobno Universal także narzekał, że żadna z piosenek nie wyróżnia się spośród innych i płyta nie zawiera żadnego hitu.

Nagrywaliśmy wersję demo całej płyty. Zwlekaliśmy z wydaniem dość długo, więc ja w tym czasie wypuściłem 'Studio szum'. Dopiero pojawienie się piosenek 'Nowa gwiazda' i 'Napady' zapięło cały program. Nieoczekiwanie, cios nadszedł ze strony telewizji, co już wcześniej mówiłem.

 

Istnieją jakieś dema Waszych piosenek? A może są jakieś odpady, nagrania, które nie pojawiły się nigdy na krążku EG?

Tak, niektóre wersje są śmieszne i chyba warte jakiegoś pozbierania. Sporo takich nagrań powstało podczas sesji 'Dyzma'. Płyta filmowa zawiera tylko nieduży wybór. Sądzę, że dobrym rozwiązaniem, byłoby umieszczenie ich na krążku bonusowym przy okazji jakiejś następnej płyty.

 

W książeczce 'Jestem z drowy' stwierdza Pan - 'łudzę się, że publiczność [...] nie buduje na tych piosenkach swego światopoglądu'. Nie jest tak, iż w niektórych piosenkach przedstawia Pan właśnie swój sposób patrzenia na świat?

Czasem swój, a czasem potoczny. W końcu nie tylko z siebie samego się śmieję.

 

Stwierdzał Pan też, że obawia się nadinterpretacji tekstów. Niektóre piosenki - np. Spokój grabarza, A ty co czy chociażby Goń swego pawia - ciężko jest zinterpretować, zrozumieć 'co twórca miał na myśli'. I może łatwo dojść do nadinterpretacji.

Lubię te piosenki za to, że pozostawiają słuchaczowi pole do własnych skojarzeń oraz za to, że dobrze się je śpiewa. Nie boję się nadinterpretacji, bo po pierwsze ona mi nie szkodzi, a po drugie, kiedy utwór jest niezrozumiały, to trudno go źle zrozumieć. Jeszcze długo przed powstaniem Elektrycznych Gitar wypracowałem sobie konkretne zasady działalności twórczej i ich się trzymam. Zatem utwór nie powinien męczyć odbiorcy, nie może zawierać dydaktyki ani publicystyki, dobrze, jak jest niedopowiedziany i niejednoznaczny. Poza tym nie wchodzę w obszary, na których sobie nie radzę.

 

Według tygodnika Wprost jednym z idoli lat 90. były Elektryczne Gitary - czy w roku 1991, podczas nagrywania Wielkiej Radości wyznaczył Pan sobie jakieś cele do zrealizowania, myślał o odniesieniu sukcesu?

Myślałem o nagraniu tylko dwóch pierwszych płyt. Racjonalnie uznawałem, że grozi mi sukces, ale głębiej nie docierało to do mnie. Na szczęście polubiłem swoją sytuację zawodową.

 

Przygotowujecie się w jakiś specjalny sposób do koncertów? Np. przed rozpoczęciem sezonu letniego, spotykacie się w studio i dokonujecie selekcji utworów, które będą najlepiej brzmieć w wersji live?

Tak. Wersje do wykonań na żywo powstały na kilku próbach. Obecnie nie mamy już takich aranżacyjnych prób. Tylko koledzy spotykają się przed nowym sezonem, ale ja nie przychodzę.

 

Nie myśleliście o rozszerzeniu bądź zmienieniu repertuaru piosenek, które wykonujecie na koncertach? Może, gdyby ludzie usłyszeli parę utworów ze Słodkiej Maski, zdecydowaliby się na jej kupno?

Nie. Efekt byłby odwrotny. Ze 'Słodkiej maski' wykonujemy tylko 'Nową gwiazdę' i 'Napady'. Więcej nie trzeba, ponieważ pozostałe piosenki to numery studyjne, lepiej sprawdzające się w osobistym odbiorze podczas słuchania nagrań. Utwory Grześkowiaka oraz 'Moje szczęki' wykonuję na żywo sam lub z moim kwartetem akustycznym.

 

Skąd pomysł na zeszycik z przysłowiami i powiedzeniami, wygłaszanymi podczas koncertów? Nie wiem skąd.

To chyba pomysł oryginalny. Co prawda Raymond Davies (The Kinks) podczas swoich ostatnich występów z cyklu 'Storytellers' czytał książkę, ale były to dłuższe fragmenty własnego życiorysu. Moja koncepcja to abstrakcyjne komunikaty do widowni, złote myśli, pytania z estrady i życzenia imieninowe.

 

Czy - jeśli będzie taka propozycja w przyszłości - podejmie się Pan stworzenia muzyki do kolejnego filmu?

Oczywiście. Nie takie sztuki się kładło. Każdy sposób jest dobry, żeby przypomnieć się publiczności, a szczególnie wesoły film z gołymi dziewczynami.

 

Czy jest jakieś pytanie, zadawane przez dziennikarzy, którego ma Pan już dosyć?

Nigdy nie lubiłem mieszania w wywiadzie spraw lekarskich i estradowych. Nauczyłem się jednak z czasem wykorzystywać każde zadane pytanie do celów promocyjnych, w myśl zasady, że nie ma głupich pytań, a liczy się tylko to, co się powie i zostanie wyemitowane. Trochę jak Andrzej Lepper, ale w innej branży.

 

Jakie są plany zespołu na przyszłość?

Obecnie planujemy same tanie chwyty. Jednym z nich będzie umieszczenie piosenki 'Ja jestem Nowy Rok' na składance świątecznej dołączonej do numeru Gazety Wyborczej. Przydałby się nam jeszcze jakiś skandal obyczajowy i bardzo kasowy film z naszym udziałem. O płytach nie myślimy. Człowiek się tylko naharuje i niewiele z tego wynika. Mam przygotowane dwa programy w postaci nagrań w wersji domowej. Brakuje mi motywacji, żeby je teraz starannie wyprodukować. Pierwszy z nich byłby na moją płytę solową, a drugi dla Elektrycznych Gitar.

 

Piotr Łojek w wywiadzie sprzed roku stwierdził, iż widzi przed muzyką Elektrycznych Gitar "drugą młodość". A co widzi Kuba Sienkiewicz?

Widzę, że ona już się zaczęła.

 

Bardzo uprzejmie dziękuję za poświęcony czas i udzielenie wywiadu.

 

Rozmawiał Przemysław Zieliński