Elektryczne Gitary - Pierwszy wywiad z Piotrem Łojkiem

Pierwszy wywiad z Piotrem Łojkiem

Pierwszy wywiad Samuela z Piotrem Łojkiem,
jednym z założycieli Elektrycznych Gitar i współtwórcą Dziadów Żoliborskich


Czy już w szkole myślałeś o karierze muzycznej?
Byłem zafascynowany możliwością wyrażania siebie za pomocą słów i dźwięków, chciałem w ten sposób zmieniać siebie i świat. Czułem, że jest to zadanie na dłuższą metę, ale kariera? Do dziś ten termin jest dla mnie dwuznaczny, ponieważ pochodzi od słowa "wyścig".


Jak wyglądał Twój muzyczny debiut?

Z kolegą w domu graliśmy na pokrywkach i okarynie, a ja do tego śpiewałem wiersz Gałczyńskiego, który 25 lat później starał się lansować G. Turnau.

Właśnie z Waszej pierwszej płyty pochodzi kultowy już utwór "Jestem z miasta". Co czułeś, słysząc go w radiu? Jak wytłumaczysz sukces tej piosenki?
Nie słyszałem tej piosenki w radiu, bo wakacje 1991 spędzałem za kołem polarnym. Tylko kolega przez telefon mi mówił, że idziemy na przebój, no i jak wróciłem, to też poszedłem. A najlepsze teksty pochodzą z języka potocznego i do niego wracają. Trafne spostrzeżenia, zgrabne zdania, zwięzłe myśli - to cechy udanych refrenów. Do tego dobra muzyka - i jest przebój.

W 1993 roku powstaje druga płyta, w poszerzonym składzie - dochodzi perkusista Robert Wrona. Nie ma za to Aleksandra Koreckiego, którego mogliśmy usłyszeć na pierwszym krążku. Pojawia się dopiero na "Krzywym ryju". Co się z nim działo?
Alek Korecki wystąpił na pierwszej płycie gościnnie, po czym wyjechał na Karaiby. Po jego powrocie stwierdziliśmy, że mógłby grać z nami na stałe, a on z chęcią dołączył (już na koncertowej płycie "Chałtury").

Właśnie na "Krzywym ryju" pojawiają się przeróbki piosenek The Velvet Underground i Lou Reeda, obydwa w Twoim tłumaczeniu. Czy umieszczenie ich wynika z fascynacji wyspiarskim rockiem?
Piosenka z repertuaru Velvet Underground autorstwa Lou Reeda jest na tej płycie jedna ("Nie wiem co to sen"). VU to zespół nowojorski, grali na Manhattanie, który rzeczywiście jest wyspą. Natomiast Lou Reed pochodzi z sąsiedniego Brooklynu, który, zdaje się, leży na lądzie stałym. Polski przekład utworu "Waiting for the man" mówi o stracie czasu w poszukiwaniu.

Również na "Krzywym Ryju" można usłyszeć Twoją - tu cytat - "bardzo psychologiczną balladę" - 'Ona jest pedałem'. Czy, pisząc ten utwór, miałeś coś na myśli, czy może jest to piosenka ku ogólnej uciesze ludu?
To nie jest piosenka psychologiczna, a raczej socjologiczna. Kiedyś rano wstałem z tytułowym motywem w głowie, miał on wyrażać coś, co jest kompletnie niemożliwe. Poszedłem dalej tym tropem. Piosenka jest o tym, jak powierzchowne bywa zainteresowanie ludzi czymkolwiek. W sumie traktuje też o złożonych problemach współczesnej rodziny i o ich przedstawianiu przez telewizję.

Elektryczne Gitary udzielały się także na wielkim ekranie. Jak wspominasz pracę nad muzyką do drugiej części "Kilera"? Czy reżyser, Juliusz Machulski, kontrolował Waszą pracę, czy 'zaufał' Wam, pozwalając na samodzielne nagranie soundtracku?
Pana Machulskiego widziałem ze 2-3 razy w życiu, więc można przypuszczać, iż wówczas zdał się na nas całkowicie. Obejrzeliśmy jedynie wstępną wersję filmu w trakcie montażu, by wiedzieć, jakich środków użyć. Praca studyjna przebiegła sprawnie, a na płycie oprócz piosenek znalazło się sporo ciekawostek instrumentalnych.

Zdarzył się tobie mały 'skok w bok', który zaowocował powstaniem Dziadów Żoliborskich, zespołu wykonującego muzykę całkiem inną od tej Elektrycznych Gitar. Jak doszło do założenia Dziadów? Czy poczułeś znudzenie rockiem?
Nazwałbym to przedsięwzięcie raczej ewolucją, niż skokiem. Dokonała się ona nie na boku, a u mnie w domu na warszawskim Żoliborzu, gdzie spotykaliśmy się już wcześniej z Tomaszem M. Konopińskim. Jesienią 1996 roku miały miejsce pierwsze nagrania naszych wspólnych sesji, a współpraca nabrała kształtu działalności zespołowej w okolicach Zaduszek, stąd nazwa. Niedługo potem dołączył do nas Alek Korecki. W tej odmianie muzycznej osiągnięciu celu służą inne środki wyrazu, obce raczej wypowiedzi estradowej, a bliższe formule kameralnej. Piosenki Elektrycznych Gitar są formą organizacji informacji, natomiast dźwięki wydawane przez Dziady są zwykle formą dezinformacji.

Do kogo adresowana jest muzyka Dziadów?
Uważam, że najlepiej odbiera się ją w bezszelestnych windach przemierzających piętra wysokościowców wielkich miast. Często słucham jej ja sam, bo w końcu dla siebie ją robię.

Czyli nie promujesz Dziadów w klasyczny sposób, nie liczysz na gigantyczne zyski ze sprzedaży płyt?
Tego rodzaju wydawnictwa, nawet gdy tłoczone są jako CD (nie CD-R) i rozpowszechniane przez sklepy, nie osiągają u nas wielkich nakładów. Duże koncerny nie wydają takiej twórczości - znana jest ona tym, którzy chcą się nią interesować - ci do niej dotrą. Najprostszym medium służącym do rozpowszechniania takich informacji jest internet. W Polsce jest pewna liczba małych wydawnictw, niektóre działają tylko w sieci, prowadząc sprzedaż wysyłkową. Z czasem mogą one stać się obecne w niektórych sklepach. Ludzie będą wtedy pytać nie tylko o danego wykonawcę, ale też o wytwórnię mającą konkretny profil muzyczny. Jest to sytuacja, która ma miejsce w Europie, gdzie rynek jest znacznie bardziej zróżnicowany i pełny.

Powróćmy do Elektrycznych Gitar, a dokładniej ostatniej płyty zespołu, "Słodkiej maski". Jak ją oceniasz?
To dość jednolita brzmieniowo płyta, aczkolwiek wolę, gdy album zawiera nagrania zróżnicowane. Niekoniecznie dotyczy to techno, punk rocka, reggae czy metalu, ale w konwencji autorsko-piosenkowej cenię raczej podejście beatlesowskie.

Mimo pochlebnych recenzji "Słodka maska" nie odniosła sukcesu na rynku.
Zauważyłem, że mamy w dyskografii płyty przebojowe oraz takie, które skierowane są do węższego grona, bardziej kameralne, nie powodujące natychmiastowych emocji i burzliwego aplauzu. Myślę, że jest to zjawisko normalne.

Czy po teledysku "Nowa gwiazda" nie mieliście problemów z partiami politycznymi, kandydatami na prezydenta czy wyborcami?
Jedynym prawdziwym problemem była publiczna telewizja (np. TVP2, Rower Błażeja), która tak się przestraszyła teledysku, że zakazała jego emisji. Główną treścią klipu jest to, że nieważne co mówisz, ludzie i tak wybiorą według wyglądu czy innego widzimisię. Traktuje więc bardziej o wyborcach, niż o wybieranych.

Na "Słodkiej masce" można usłyszeć dwa utwory Kazimierza Grześkowiaka. Czy są jakieś specjalne powody, dla których je umieściliście czy po prostu staracie się promować inteligencką muzykę?
A czy wcześniej w autorskich piosenkach nie byliśmy dość inteligenccy? Kazimierz Grześkowiak należy do najbardziej przytomnych spośród polskich twórców piosenek i każdy ślad jego twórczości zasługuje na zachowanie. Odszukałem te dwie piosenki na VHS z festiwalu opolskiego z 1992 roku, wtedy przeszły bez echa. Akurat w roku 2000 przyszła moda na Grześkowiaka (np. program podczas festiwalu piosenki aktorskiej we Wrocławiu czy nagrania Kazika Staszewskiego), ale umieszczenie tych piosenek na płycie planowaliśmy już wcześniej.

Teraz o koncertach. Czy zdarzyło się Wam kiedyś grać i śpiewać z playbacku?
Naturalnie, że tak, ale najwyżej dwa-trzy razy. Podyktowane to było względami zdrowotno-technicznymi (ujemna temperatura podczas występu plenerowego). Występów takich każdy powinien spróbować, gdyż mają niezaprzeczalny aspekt komiczny. Są (poprzez konieczność zastosowania specyficznej gry aktorskiej) bardziej męczące od produkcji na żywo, unikamy ich zatem i nawet w trudnych sytuacjach telewizyjnych gramy na żywo.

Każdy, kto był na Waszym koncercie, wie, że występ urozmaicacie skomplikowanymi układami choreograficznymi (przodują w tym Alek i Leon). Czy jest ktoś, na kim wzorujecie się podczas koncertów?
Inspiracją są dla nas takie postacie jak Charlie Chaplin, Monty Python, Flip i Flap, a także niektórzy inni ludzie i zwierzęta. Oczywiście wszystkie układy baletowe tworzone są spontanicznie.

Czy grywacie prywatnie, na zamówienie, np. na studniówkach czy dla jakichś firm? Jakie muszą być wtedy spełnione warunki, abyście zgodzili się zagrać?
Tak, pod warunkiem, że jest publiczność. Muszą być przy tym spełnione kryteria finansowe i polityczne. Ale zajmuje się tym nasz menadżer.

Czy to znaczy, ze istnieją towarzystwa i towarzysze, dla których nie zagracie?
Wśród każdej publiczności można znaleźć przekrój poglądów, również politycznych. Trudno więc byłoby tak dobierać występy, aby zupełnie unikać pewnych frakcji. Natomiast dla jasności sytuacji nie popieramy (jako Elektryczne Gitary) żadnych partii politycznych, ani nie występujemy na wiecach czy spotkaniach organizowanych przez te ugrupowania.

Czy planujecie w najbliższym czasie tournee?
Będziemy grać pojedyncze koncerty, które przy odpowiednim zagęszczeniu same ułożą się w trasę. Dotyczy to szczególnie okresu od początku maja do połowy października, kiedy zapotrzebowanie na zespół jest zwykle największe.

Zgadzasz się z twierdzeniem, iż Żoliborz jest miejscem stworzonym dla artystów? Odczuwasz jego magiczną moc?
Wymienię kilka jego cech: Żoliborz potrafi być bardzo malowniczy, jest spokojny, zamknięty, inspirujący, bliski, pozbawiony infrastruktury, emerycki - jakoś to wpływa na ludzi. Ale Montmartre to nie jest.

I ostatnie już pytanie: jak zmieniła się muzyka Elektrycznych Gitar na przestrzeni 10 lat?
Okrzepła, dojrzała i widzę przed nią drugą młodość.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Przemysław Zieliński